Medyczne dyżury na weekend to makabra. Niemalże niemalejąca lista pacjentów do zobaczenia i rzeczy do zrobienia. Kilkunastominutowa przerwa na posiłek tylko jeśli pracuje się bez przerwy na pełnych obrotach. Nic dziwnego, że dostaje się po takim weekendzie 3 dni wolnego.
Dziś pierwszy raz spojrzaem śmierci prosto w twarz. Dostałem bleep'a - pogarszający się stan pacjentki na drugim końcu szpitala. zakończyłem szybko to co robiłem i pobiegłem prosto tam, zostawiając po drodze mniej pilne rzeczy. Kiedy tam dotarłem kręciło się przy łóżku kilka osób, nasycenie krwi tlenem gwałtownie spadało, szybki rzut oka na notki medyczne, rak płuc z przerzutami i DNAR - nie rozpoczynać resuscytacji w przypadku zatrzymania krążenia. Wszystko skończyło siębardzoszybko. Jeszcze tylko kilka pośmiertnych oddechów, serce już nie bije. I ta niepewność, czy wyczuwam puls, czy to tylko mój własny, słyszę cicho serce, czy to też pulsuje w mych uszach. Stwierdzałem już kilkakrotnie zgon, jednak nikt nie umarł wcześniej na mych oczach. Dopiero co zmarli mają taki specyficzny żółty kolor, zanika zaróżowienie specyficzne dla żywych, to upewnia mnie o śmierci, brak oddechów, sztywne źrenice. RIP
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą resuscytacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą resuscytacja. Pokaż wszystkie posty
sobota, 6 września 2008
czwartek, 3 stycznia 2008
Wtorek. Oh yes, there will be blood.
To co działo się do 16.45 nie jest godne opisywania, zwykła praca: zlecanie badań, pobieranie krwi, wypisywanie leków etc Na kwadrans przed końcem pracy rozpętało się piekło. Pacjentka, która wcześniej krwawiła z odbytu, zaczęła obficie wymiotować krwią, była to zarówno zakrzepła jak i świeża krew, czegoś takiego jeszcze moje oczy nie widziały. Miała szczęście, że wcześniej miała przygotowane wkłucia i krew do przetoczenia, w związku z krwawieniem z odbytu. Szybko przybył dyżurujący anestezjolog, tak, że udało się uzyskać kolejne dostępy do światła żył. Zanim dotarła krew, trzeba było błyskawicznie podać jej płyny i uwolnić ją od potwornego bólu. Co prawda cała scena była zakryta kotarą, jednak bez wątpienia pozostali pacjenci wiedzieli co się obok dzieje. A pacjentka pomimo płynów i leków cały czas się pogarszała. W pewnym momencie padła decyzja, aby wezwać drużynę odpowiedzialną za resuscytację, na wypadek zatrzymania krążenia. Wszyscy biegali nerwowo wykrzykując i starając się pomóc jak tylko można. Na mnie cała sytuacja zadziałała dosyć paraliżująco, pierwszy raz miałem do czynienia z czymś tak poważnym, oczywiście wypełniałem wszystkie polecenia, ale funkcja logiczne myślenie została zasadniczo ograniczona. Trzeba było odwołać helikopter zamówiony wcześniej dla pacjentki i przygotować szybko salę operacyjną. Po przetoczeniu kilku litrów płynów i dwóch jednostek krwi, podaniu tlenu i leków, czyli po jakimś pół godziny zmagań pacjentka względnie się ustabilizowała i można ją było zabrać na salę operacyjną. Medycyna potrafi czynić cuda.
Etykiety:
krew,
resuscytacja,
tlen,
zatrzymanie krążenia
Subskrybuj:
Posty (Atom)