niedziela, 11 maja 2008
Weekend
wtorek, 25 marca 2008
Praca, praca
Kolejny tydzień minął mi szybko. Praca na moim oddziale sprowadza się głównie do roboty papierkowej i reagowania na pogarszających się pacjentów, ale dzieje się to sporadycznie. Miałem za to czas porobić trochę „swoich” rzeczy, asystować w dwóch operacjach i zrobić trochę zaległych rzeczy w związku z całym foundation programme. Jednego dnia dwóch pacjentów w jednym momencie zaczęło mieć sine nogi, trochę spanikowałem, ale po dopplerowym zbadaniu dopływu krwi okazało się, że wszystko jest dobrze, jeden z pacjentów powiedział, że jest to dla niego normalne i powinno zaraz ustąpić u drugiego nastąpiła poprawa po zmianie pozycji. Szybko nadszedł weekend, czas relaksu.
niedziela, 16 marca 2008
Pierwszy weekend w nowym miejscu
Kolega pierwszy raz miał weekendowy dyżur, zobaczyłem, że jest średnio zorganizowany, postanowiłem więc mu pomóc. Miałem w planach tylko zrobienie zakupów, więc myślałem że pomogę mu z dwie godzinki i pójdę kupić produkty do opustoszałej lodówki. Niestety na miejscu sytuacja okazałe się dosyć poważna. Kolega był sporo w plecy ze wszystkim, a i przecież dodatkowe zadania cały czas się pojawiają. No cóż, jutrzejsze śniadanie będzie wyjątkowo skromne i jutro wyruszę na zakupy. Strategia wrzucania młodych lekarzy na głęboką wodę nie wydaje mi się do końca słuszna, może to przecież stworzyć potencjalnie niebezpieczną dla pacjentów sytuację. Szczególnie zostawienie kogoś samego na weekendowy dyżur w pierwszym tygodniu jego pracy! Na szczęście z moją pomocą udało się opanować sytuacje.
czwartek, 7 lutego 2008
Piątek. Kolejny on-call.
Muszę przyznać, że mam szczęście, miałem przez cały dzień do przyjęcia tylko jedną pacjentkę. Prezentowała typowy zespół CREST, a do nas zgłosiła się ze względu na ból prawdopodobnie niedokrwionego palca. Pomimo, że mówiła, iż BARDZO trudno pobrać od niej krew, udało mi się to za pierwszym razem, sam się zdziwiłem, robię się w tym coraz lepszy. Na oddziale też spokojnie, trochę ze względu na panującą epidemię wirusowej biegunki a trochę też ze względu na niewielką liczbę pacjentów. Jedna pani, która myślałem, iż nie przetrwa świąt ma się coraz lepiej, jeszcze jakiś czas temu nie do pomyślenia. Mam suchą skórę od wcierania w ręce alkoholowego żelu odkażającego, ale lepsze to niż ciężka biegunka. Tradycyjnie już, gdy dyżuruję do 17, o 16.55 odzywa się bleep - to dzwoni GP (brytyjski odpowiednik lekarza rodzinnego), że ma do przekazania pacjenta, prawdopodobnie z zapaleniem wyrostka. Dlatego dyżurując nigdy nie opuszczam szpitala przed punkt 17, ale pacjentem zajmie się już zmieniający mnie stażysta. Pora rozpocząć kolejny weekend, chyba wybiorę się na wycieczkę do Southampton.
piątek, 25 stycznia 2008
Pierwszy całodzienny, weekendowy on-call.
Niezła masakra, ale jak na razie jestem zbyt zmęczony aby to wszystko opisać.
Przedświąteczna Niedziela, więc jestem na oddziale, a właściwie na dwóch sam, dodatkowo pierwszy raz dyżuruję od 8 rano do 21, ale na poprzednich dyżurach miałem szczęście do niewielkiej liczby przyjmowanych pacjentów, więc powinno być OK. Tak…, był to prawdziwy chrzest bojowy, praca na pełnych obrotach przez praktycznie 95% czasu, ale jako rzecze przysłowie, co mnie nie zabije to mnie wzmocni ;)
Poranny obchód w takiej sytuacji obejmuje wszystkich pacjentów na obydwu oddziałach a nie tylko pacjentów mojej drużyny (co Ci ludzie robią w szpitalu przed świętami, muszą być bardzo cierpiący, że akurat teraz tu przychodzą) trwał więc wyjątkowo długo, ale prawdziwa zabawa rozpoczęła się dopiero po nim. Co miałem zrobić? Czekało kilkanaście krwi do pobrania, kilka wenflonów do założenia, skierowania na badania dodatkowe, plus co chwilę pielęgniarki prosiły o wypisanie jakichś leków, płynów czy czegoś innego – w końcu byłem jedynym uprawnionym do tego na oddziale. Oczywiście jakby tego było mało pojawili się pacjenci do przyjęcia a lista zdań do wykonania, którą zrobiły mi pielęgniarki tylko rosła. A jak tu pobrać krew od pacjentki ważącej 35kg z cieniutkimi żyłkami? Miałem szczęście, że jedna z sióstr zrezygnowała ze swojego obiadu, dzięki czemu na króciutkiej przerwie miałem co jeść. Skierowania na prześwietlenie wypisywałem prowadząc pacjenta na radiologię itd. Okazało się, że dodatkowo muszę osobiście podać pacjentowi dożylny kontrast i obserwować czy przypadkiem nie wpada we wstrząs (przynajmniej znalazła się chwila na wypicie kawy uprzejmie zrobionej przez panią radiograf). Starałem się na bieżąco uporać z narastającymi problemami, ale nie było widać końca. Zazwyczaj jem jakiś posiłek co 3-4 godziny, ale byłem tak zajęty, że nie zauważyłem kiedy zaczęła zbliżać się 21. Na szczęście udało się załatwić znaczną większość rzeczy, które były do zrobienia i mogłem spokojnie przekazać pozostałe sprawy zmieniającej mnie koleżance. Napięcie opadło i odezwał się żołądek, cudowne wynalazki ludzkości – mikrofalówka, prysznic, łóżko.